O szczęściu

Rozważania o szczęściu tak, jak o celu i sensie życia, pojawiają się w pewnym momencie u każdego człowieka. Niewielu z nich jednak próbuje ustalić czym jest owo szczęście i jak można je osiągnąć. Stan szczęśliwości każdy z osobna interpretuje inaczej. Jest to wynik indywidualnych życiowych doświadczeń. Ten, kto doznał w życiu wielu krzywd w sferze emocjonalnej, szczęście będzie kojarzył ze spokojem wewnętrznym, poczuciem bezpieczeństwa. Może jednak u niego rozwinąć się zaburzone dążenie do szczęścia wykreowane przez świat medialny. Poczucie bezpieczeństwa upatrywał będzie w technologii czy w pieniądzu. Każdy powinien szukać swojej drogi do szczęścia, które tak naprawdę jest już w każdym z nas.

Często nieszczęście rozbudza talent

Owidiusz

Świat zewnętrzny daje nam bodźce i stanowi środek do poznania samego siebie, do odkrycia własnego ja. Dlatego teoria szczęścia z natury swej zawsze pozostanie tylko teorią i stanowi tylko kolejny środek do owego celu. Niezależnie więc, czy będzie to filozofia egzystencjalna, eudajmonistyczna czy jakakolwiek inna, warto poznać choć kilka z nich. Każdy może odnaleźć siebie w innym dziele. Wyobraźnia rozpalona iskrą filozoficznego dzieła może przyczynić się do diametralnej zmiany dotychczasowego biegu naszego życia.

Szczęście w sensie ogólnym można określić jako:

  • pomyślny zbieg okoliczności
  • krótkotrwały stan euforii, poczucia radości
  • pozytywny bilans życia, posiadanie dóbr
  • trwałe i uzasadnione zadowolenie z życia
  • życie nastawione na realizowanie cnót (np. odwaga, szczodrość, skrupulatność, itd.)

Arystoteles pisał, że człowiek, jako istota rozumna jest zdeterminowany ową rozumnością do dążenia ku własnemu szczęściu . Wynika to z najwyższego celu do jakiego dążyć może człowiek, czyli eudajmonii. Ponieważ byt ludzki rozumiał Arystoteles jako zespół duszy i ciała, przy czym tę pierwszą uważał (w przeciwieństwie do Platona) za śmiertelną, tak też najwyższy ów cel nie mógł przezeń zostać przypisany działaniu skierowanemu ku duszy. Psychofizyczna, śmiertelna natura człowieka kazała Arystotelesowi skierować działania ludzkie na doskonałość możliwą do osiągnięcia tu, na ziemi i w granicach możliwości żywego acz śmiertelnego człowieka. Koncepcja ta doprowadziła do badania działalności właściwej człowiekowi rozumnemu i wyłonieniu zespołu cech (cnót), których osiągnięcie miało być najwyższym jego celem, czyli eudajmonią (co można tłumaczyć jako szczęście). Te cnoty dzielą się na dianoetyczne (mądrość, rozsądek, itd.) oraz etyczne (hojność, męstwo, itd.).

Władysław Tatarkiewicz o szczęściu pisał, że jest to „…trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia. Albo: jest nim życie dające trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie” przy czym pierwsze zdanie opisuje nastawienie do życia, które w wyniku aktywności jednostki staje się szczęśliwym. W drugim zaś jest to życie, które jednostka odbiera, przyjmuje niejako od losu i które sprawia, że jednostka jest szczęśliwa wskutek wydarzeń trwale dających powody do owego szczęścia. O szczęściu prawdziwym możemy zatem mówić tylko wtedy, kiedy jest efektem aktywności człowieka. Tak samo jak bowiem artystą nie zostanie człowiek przez zbieg okoliczności, tak i szczęście nie może być dziełem przypadku, ale wynikiem trwałej aktywności skierowanej na osiągnięcie doskonałości w określonej dziedzinie. Owa aktywność na drodze do szczęścia jest tym, co sprawia najwięcej trudności. Człowiek w pojedynkę ze światem nie może wywierać znaczącego wpływu na otoczenie w które „został wrzucony”. Musi „odnaleźć swoje szczęście” w otoczeniu w którym przyszło mu egzystować. Nieraz zdarza się, że mimo dobrych chęci, samozaparcia, wytrwałości i wielu innych cnót napotyka na barierę nie do przejścia. Jak zatem osiągnąć upragnione cele, jak tworzyć swój szczęśliwy świat w obliczu tylu trudności na które nie ma absolutnie żadnego wpływu?

„Jak możesz stworzyć szczęśliwy, pełen pokoju i na miłości oparty świat? Ucząc się prostej, wspaniałej, ale niezwykle trudnej sztuki patrzenia. Oto jak możesz się jej nauczyć. Za każdym razem, kiedy jesteś zły i poirytowany przez kogoś, wtedy analizuj nie tę osobę, ale siebie”.

Anthony de Mello – „Wezwanie do miłości”

Wady, które irytują mnie w drugiej osobie są prawdopodobnie tym, czego nienawidzę w sobie. Nie mogąc zaakceptować tego faktu robię to, co przychodzi najłatwiej, czyli reaguję gniewem, agresją. Koncepcja z „Wezwania do miłości” pojawiła się już u starożytnego filozofa Epikteta, który w swoim dziele „Encheiridion” napisał bardzo pouczający akapit:

„Z wszystkich rzeczy jedne są od nas zależne,  drugie zaś niezależne. Zależne są od nas: sądy, popędy, pragnienia, odrazy i jednym słowem – to wszystko, co jest naszym dziełem. Niezależne natomiast są od nas: ciało, mienie, sława, godności i jednym słowem – to wszystko, co nie jest naszym dziełem. I dlatego te rzeczy, które od nas zależą, z natury są wolne i nie podlegają żadnym zakazom ani przeszkodom, te natomiast, które od nas nie zależą, nie przedstawiają żadnej wartości, spełniają służebną rolę i stanowią cudzą własność. Pamiętaj zatem, że jeśli rzeczy służebne z natury zaczynasz uważać za wolne, a cudze za własne, sam się zaprzęgniesz w niewolę, będziesz rozwodził skargi i żale, doznawał niepokoju, miotał złorzeczenia zarówno na bogów, jak i na ludzi. Jeżeli jednak to tylko, co twoje, uważać będziesz za swoją własność, i przeciwnie – to, co jest cudzą własnością – za przynależne, jak jest w rzeczywistości, do kogoś innego, wtedy nikt nigdy nie będzie na ciebie wywierał przymusu, nikt nie będzie sprawiał ci przeszkód, ani ty sam nie będziesz nikomu złorzeczył, nikogo oskarżał, niczego zgoła czynił wbrew swojej woli, nikt nie wyrządzi ci krzywdy, w nikim nie będziesz miał wroga, bo też i niczego nie doznasz, co by rzeczywiście szkodliwe było dla ciebie”.

Epiktet – Encheiridion

Wynika z tego, że w dążeniu do szczęścia jedyną przeszkodą jest człowiek sam dla siebie. Prostactwem wręcz, według Epikteta, jest poczucie społecznej niesprawiedliwości, wyzysku przez innych, słowem wiara w to, że świat zewnętrzny jest rywalem człowieka w jego „walce” o szczęście. Nie ma „ich”, nie ma fatum, nie ma determinizmu. Epiktet pisze, że jedyną determinantą jest nasze postrzeganie rzeczywistości.

Szczęście jest więc stanem, który trzeba chcieć i umieć sobie uświadomić. Jak często bowiem słyszy się, że szczęście jest tak blisko ale trzeba nauczyć się je dostrzegać? Dziś, w świecie mass mediów, gdzie potrzeby człowieka – konsumenta są kreowane przez rzesze wyszkolonych do tego celu specjalistów, bardzo łatwo zagubić się w gąszczu reklam oferujących lepszy świat pod każdym względem. Szczęścia nie da się kupić czy sprzedać. Mówi się, że można je komuś ofiarować. Czy jest to jednak prawdziwe szczęście? Epiktet powiedziałby, że absolutnie nie jest. Ja jednak uważam, że rozsądny człowiek traktować powinien świat zewnętrzny jako zespół bodźców mających wpływ na budowania świata wewnętrznego. Moim zdaniem należy rozsądnie wybierać pomiędzy rzeczami, które mają, a które nie mają wpływu na nasze postrzeganie świata. Relatywizm jest nieodłączny także przy dążeniu do szczęścia. Filozofia Epikteta każe być chłodnym obserwatorem rzeczywistości zewnętrznej, być umiarkowanym i stonowanym w żądzach i popędach, nie przywiązywać się emocjonalnie do żadnej rzeczy która nie jest zależną od naszej woli. Uważam, że do pewnego stopnia postawa ta jest budująca. Pozwala bowiem uodpornić się na ból sprawiany człowiekowi przez niepomyślny bieg wydarzeń czy niepochlebne opinie innych ludzi. Jednak mimo wszystko postawa ta doprowadzona do skrajności może objawiać się apatycznością społeczną i emocjonalną, a to z kolei u pewnej grupy społecznej prowadzić może do różnego rodzaju zaburzeń psychicznych.

Arystotelesowska zasada złotego środka pozwala tutaj połączyć podejście Epikteta z „sytuacją graniczną” Karla Jaspersa. Sytuacja graniczna o której ów filozof pisał, to wydarzenie, którego doświadcza człowiek i które wywiera nań tak przemożny wpływ, że zmusza go niejako do refleksji nad własną egzystencją, nad jej istotą. Powoduje to przemianę wewnętrzną i pozwala na rozjaśnienie własnej egzystencji. Najwyższej wagi sytuacją graniczną w filozofii Jaspersa jest śmierć. Stanowi ona mur nie do przejścia dla żyjącego człowieka. Unaocznia mu fakt przemijalności jego życia i skłania go tym samym do nadania owemu życiu jak najpełniejszego wyrazu, nadania mu głębszego sensu, wykorzystania go.

„Fakt zanikania, nieuchronnego i ostatecznego kresu naszego bytu empirycznego, choć niesie ze sobą cierpienie, pozwala jednak na próbę zapanowania nad własnym życiem. Świadomość nieuchronności kresu może wyzwolić w człowieku potrzebę pełnej realizacji własnego życia”.

Piotr Szałek

Kolejnym problematycznym zagadnieniem szczęścia jest jego trwałość. Człowiek „szczęśliwy w sobie”, tj. taki, który szczęście dostrzegł we własnej egzystencji, w wartościach jakie posiada i jakie może ofiarować innym pozbawiony będzie lęku o utratę owego szczęścia. Ten natomiast, kto szczęście znajdzie poza sobą, albo kogo szczęście musi być stymulowane bodźcami zewnętrznymi (zakupy, alkohol, narkotyki, pieniądze, słowem dobra zewnętrzne niezależne do końca od woli właściciela, których może on być w każdej chwili pozbawiony) nawet jeżeli przez chwilę zazna uczucia szczęścia, zaraz potem trawiony będzie przez lęk o jego utratę. Dlatego właśnie życie poświęcone karierze zawodowej okazuje się z perspektywy lat życiem zmarnowanym, życiem pustym. Bo gdy odjąć od niego majątek nie zostaje w nim już nic. Człowiek wypalony zawodowo zostaje sam ze sobą. Doświadczenie zawodowe wypiera doświadczenie życiowe.

Skoro doszliśmy do wniosku, że szczęście leży w człowieku i tylko w nim, chciałabym przywołać profesora Mirosława Żelaznego, który w eseju pt. „Pytanie o cel i sens życia” zapytuje tymi słowy:

„Jeśli więc Kant ma rację, że jedyną dobrą rzeczą, jaką da się pomyśleć tak w świecie, jak i poza nim, jest dobra wola, to być może jedynym dającym się pomyśleć celem ludzkiego życia jest uczynienie tej woli do końca dobrą, czyli rozjaśnianie swej egzystencji, albo po prostu poznanie samego siebie? Zrozumienie, że wszystko wszystkim trzeba przebaczyć i dla wszystkich być dobrym?”.

Mirosław Żelazny

Jak można zauważyć to podejście jest bardzo bliskie podejściu prostego człowieka. „Czyń dobrze, nie czyń źle”. Tym prostym zdaniem można by streścić receptę człowieka na dobre, szczęśliwe życie.

„Leszek Kołakowski pod koniec życia powiedział, że w gruncie rzeczy dobry filozof pod koniec życia dochodzi do tego samego punktu, co prosty dobry człowiek. (…) Zresztą, babcia z Rakowa też nie zawsze była babcią, a prawdziwa mądrość i dobroć dana jest chyba tylko babciom i dziadkom, którzy są już w pełni świadomi, że świat jest mają (złudą, iluzją – przyp. aut.)”.

Mirosław Żelazny

I tak oto dochodzimy do wniosku, że zagadnienie szczęścia nieodłącznie towarzyszy pytaniu o sens i cel życia. Bo chyba każdy zgodzi się, że życie sensowne, to życie szczęśliwe. Życie żołnierza, kochającego ojca, czy księdza może być szczęśliwe jeżeli człowiek je wiodący będzie doskonalił się w sztuce swojego życia, jeżeli „dobrze odegra swoją rolę”. Nie ma jednej recepty na szczęście i nie ma jednej ku niemu drogi. Szczęścia należy szukać w sobie bo tylko tak choć trochę rozjaśnimy swoją egzystencję, uczynimy nasze życie pełniejszym.

Najlepiej będzie jednak, gdy człowiek na początku swojej drogi do szczęścia będzie po prostu
dobrym: dla siebie, dla innych, dla świata.

Udostępnij ten wpis